piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 3.

Czytasz- komentujesz- motywujesz!
Podoba się? Poleć znajomemu! :)
~*~
Ariana's POV 

Po powrocie do domu nic nie było takie same. Wszystko wydawało się być takie zimne, przytłaczające. Cztery ściany, które do niedawna nazywałam domem są teraz tak odległe od definicji tego słowa. Dom kojarzy nam się z ciepłem, radością, szczęściem, rodziną... A będąc tu nie czułam żadnej z tych rzeczy. Już nawet zbliżenia z Ricky'm nie były takie same. Nie czułam tych motylków podniecenia jak wcześniej. Gdy mnie całował, zabrakło tych iskierek radości. Wszystko odbywało się schematycznie, bez większych emocji. Zupełnie przeciwnie niż podczas zwykłego przytulania z Justinem. 

Wiedziałam, że tak będzie. Że jak tylko zobaczę się z nim to te wszystkie wspomnienia wrócą. Mówią, że pierwsza miłość nigdy nie wygasa. I teraz jestem tego dowodem. 

Będąc z powrotem w jego ramionach, czułam wszystko co dotychczas czułam do Rickiego, nawet ze zdwojoną siłą. Czułam się jak mała dziewczynka w ramionach swojego tatusia, jak księżniczka w objęciach swojego księcia. Zaburzył moją dotychczasową harmonię, namieszał w głowie poprzez jedno dotknięcie, pojawienie się w najmniej spodziewanym momencie. Czy warto zaprzątać sobie tym teraz głowę? Czy warto po raz drugi wejść do tej samej rzeki? Czy warto zaprzestać dobrze rozwijający się związek na rzecz dawnej, niewyleczonej miłości? 

*** 

Justin's POV 

Budzę się z dziwnym uczuciem pustki w sercu, które towarzyszy mi od wczorajszego wieczoru, gdy powiedziała do mnie "Żegnaj Justin" i po raz kolejny zniknęła z mojego życia. Nie potrafię opisać słowami jak dobrze czułem się w jej ramionach. Chciałbym, aby tamta chwila trwała wiecznie, aby nigdy nie musiała mnie puścić. Niestety, wiem, że to niemożliwe, ponieważ ona ma już nowego chłopaka, a ja jestem "starym rozdziałem w jej życiu" jak sama to ujęła. 

Wzdycham cicho pod nosem na tą dołującą myśl, odkrywając swoje niemal nagie ciało z rozgrzanej kołdry. Obawiałem się szoku termicznego z powodu zmiany temperatury, lecz takowy nie nastał. No tak, w końcu to Kalifornia, tutaj zawsze jest gorąco. Stawiam bose stopy na panelach tuż przy łóżku, rozciągając mocno swoje ramiona, ziewając przy tym głośno. Wstaję na równe nogi, jednocześnie drapiąc się w mostek. Powolnymi krokami kieruję się w stronę dużej, trzydrzwiowej szafy z lustrem na środkowych drzwiach. Sprawdzam swoje odbicie lustrzane, wyłącznie poprawiając palcami włosy, które przypominają ptasie gniazdo. Otwieram drzwi z prawej strony, gdzie znajdują się ubrania typowo po domu, wybierając wyłącznie koszykarskie spodenki firmy Nike. Nasuwam je na pośladki, delikatnie zamykając drzwi. 

Opuszczam swoją sypialnię, kierując się w stronę skąd dochodzi przyjemny zapach smażonego boczku. Jak przypuszczałem, trafiam wprost do kuchni, gdzie przy patelni urzęduje już Andrew, co chwilę obracając plastry boczku z jednej strony na drugą. 

-Dzień dobry-witam się z nim uprzejmie, podchodząc do lodówki, z której wyjmuję karton z sokiem jabłkowym. 

-Siema stary, trochę pospałeś-stwierdza ze śmiechem Andrew, przez co momentalnie mój wzrok pada na pobliski zegar, który wskazuje godzinę 11:49. No nieźle, chyba mój rekord. 

-Ta, dobrze mi się spało-tłumaczę zawstydzony, kończąc pić sok prosto z kartonu. No co, była końcówka! 

-Wczoraj na trochę zniknęliście z Arianą...-zauważa, na co z trudem przełykam nadmiar śliny.-Coś udało Wam się ustalić? 

-Tak, można tak powiedzieć-mamroczę, na sam koniec cicho odchrząkując. 

-Po śniadaniu chciałbym, żebyś pomógł mi wybrać najlepsze zdjęcia z wczorajszej sesji, co Ty na to?-pyta, wyłączając palnik, na którym smażył się boczek. Niechętnie potakuję na jego słowa, zajmując miejsce przy stole. Nie potrafię mu odmówić, nie gdy zrobił dla mnie tak dużo. Coś czuję, że to będą długie godziny... 

*** 

-A Ty nadal nad tym siedzisz?-pyta z cichym wzdychnięciem Andrew, który wraca do salonu z dwoma puszkami piwa, z czego jedną podaje mi. 

Przytakuję na jego pytanie, przełączając zdjęcie na następne. Biorę duży łyk gorzkiego piwa, delikatnie wykrzywiając wargi, po przełknięciu napoju wzdychając pod nosem. Patrzę ze smutkiem w oczy mojej małej, niegrzecznej księżniczki, która śmiesznie je przymyka, trzymając między zębami palca wskazującego. Wygląda tak seksownie, pewnie siebie, że niemal zapominam o tym jak jeszcze jakiś czas temu głodziła się i nie lubiła swojego ciała. 

-Dostałem zaproszenie od managerki jednej gwiazdy na przyjęcie z okazji ukończenia pracy nad albumem na dzisiejszy wieczór. Mogę zabrać osobę towarzyszącą, co Ty na to?-proponuje, unosząc pytająco brwi. 

-Nie będzie dziwnie jak przyjdziesz z chłopakiem?-pytam kpiąco, na co ten przewraca oczami, choć kąciki jego warg unoszą się w górę. 

-Nie będzie debilu, idziesz czy nie?-dopytuje, zapewne irytując się moimi ciągłymi ucieczkami od odpowiedzi. 

Zastanawiam się chwilę nad właściwą odpowiedzią. Wymieniam w swojej głowie plusy i minusy takiej imprezy. Plusy: darmowy alkohol, darmowe jedzenie, pewność, że będzie to impreza "na poziomie" i gorące laski. Minusy: dużo nieznajomych twarzy i mężczyźni gorących lasek. Tak, odpowiedź jest jednoznaczna. 

-Mogę iść, czemu nie-odpowiadam niby neutralnie, lecz w środku cząstka mnie ma nadzieję, że może na tej imprezie będzie Ariana, co da mi kolejną szansę na wprowadzenie swojego planu w życie... 

*** 

Ubrany w odświętne, markowe ubrania, które pożyczył mi na dzisiejszy wieczór Andrew, wchodzę zaraz za jego plecami do wnętrza ekskluzywnego klubu, gdzie już na wejściu częstują nas lampkami szampana. Po drodze dowiedziałem się, iż będzie to impreza panny Gomez, do której w sumie nic nie mam, lecz nigdy nie przepadałem za jej osobą. Ale jeżeli ma być tu darmowe jedzenie i picie to mogę jakoś to przetrwać, prawda? 

Andrew szuka wzrokiem organizatorki imprezy, podczas gdy ja wyłapuję wzrokiem znajome twarze. Jest tu wielu celebrytów, o których spotkaniu nawet nie marzyłem, lecz tej najważniejszej dla mnie nigdzie nie mogę odnaleźć. Spokojnie Justin, to dopiero początek imprezy... 

-Andrew! Dziękuję za przyjście!-nagle znikąd przed nami wyrasta osoba organizatorki z szerokim, szczerym uśmiechem, na którego widok moje kolana stają się bardziej miękkie. 

-To dla mnie przyjemność!-odpowiada radośnie mój towarzysz, ściskając delikatnie brunetkę na powitanie.-Selena, poznaj Justina, to mój dobry przyjaciel oraz osobisty agent-przedstawia mnie, na co brunetka przenosi swój wzrok na moją osobę, a w jej oku pojawia się dziwny błysk, a uśmiech znacznie się poszerza. 

-Justin, miło mi Cię poznać-mówi słodkim tonem głosu, ściskając moją dłoń w swojej, ani na sekundę nie spuszczając wzroku z moich oczu. 

-Tak, mi Ciebie również-skrępowany wysuwam dłoń z jej uścisku, w geście stresu przegryzając dolną wargę, co może wyglądać dla nich dwuznacznie, lecz dla mnie nie ma głębszego znaczenia. 

Ariana, gdzie jesteś, gdy Cię potrzebuję? 

*** 

Ariana's POV 

Przeczesuję po raz kolejny włosy mojego obecnego chłopaka, który po upojnym wieczorze usnął na mojej nagiej piersi, pozostawiając mnie kolejny raz samą z nieustannymi myślami o Justinie. Co robi w danym momencie, czy o mnie myśli tak samo jak ja o nim, czy wspomina tak jak robię to ja... Nie masz się co łódzić idiotko, zraniłaś go, pozostawiłaś samego na pastwę losu, a on jeszcze ma Cię rozpamiętywać? Chyba po raz pierwszy zgodzę się ze swoją podświadomością- dla Justina jestem już nikim

Lecz gdyby tak było, chciałby dobrowolnie ze mną rozmawiać? Spotkać się? Wątpię, aby stał się on asystentem Andrew'a, gdyby nie to, że to akurat ja miałam mieć z nim sesję. Jestem przekonana, że Andrew powiedział mu o tym i wspólnie wpadli na ten jakże genialny pomysł. Moje pytanie brzmi- tylko dlaczego? Dlaczego uknuli taki plan? Kto był jego pomysłodawcą? Jaki miał być jego cel? Rozbudzenie poczucia winy? Rozbudzenie nadal niewygaszonych emocji wobec blondyna? Jeżeli tak, to im gratuluję. Wszystko poszło po ich myśli. Tylko dlaczego nigdy nie może pójść po mojej? 

Delikatne wibracje wydostające się z mojego telefonu, który odłożony jest na etażerce tuż obok mojego i Rickiego łóżka, powodują, iż młody mężczyzna spoczywający na mojej piersi wykonuje gwałtowny ruch oraz mamrocze coś pod nosem. Patrzę na niego z obawą, iż wybudził się ze snu, lecz ten nadal miarowo oddycha na mój dekolt. Cicho wzdycham z ulgą, powoli sięgając po urządzenie. Czeka tam na mnie jedna nieodebrana wiadomość od nieznanego mi numeru. 

Od: Nieznany 
"Ariana mozedz mnie odebrav z imorezy? Juston" 

Z trudem udaje mi się odszyfrować wiadomość napisaną przez zapewne pijanego Biebera, lecz gdy w końcu mi się to udaje, szybko podejmuję decyzję dotyczącą jego prośby. Najbardziej delikatnie jak potrafię unoszę głowę swojego mężczyzny, wyswobadzając się spod jego ciała. Naga opuszczam łóżko, na palcach przedostając się do pobliskiej garderoby w celu dobrania jakiegokolwiek stroju na tę okazję, jeżeli mogę to tak ująć. Mój wybór pada na pierwszą lepszą bieliznę, luźne jeansy z dziurami na udach oraz przetarciami i szarą, luźną bluzę naciąganą przez głowę. Szybko ubieram się w takowy zestaw, dobierając do niego białe, zwykłe trampki. Czeszę włosy w pół kucyka, na nos nasuwam okulary muchy od Coco Chanel i dopiero wtedy jestem w pełni gotowa do wyjścia. 

W drodze do garażu wysyłam SMS'a na numer, z którego przyszła wiadomość od Justina gdzie tak dokładnie jest. Odpisuje mi akurat, gdy zajmuję miejsce kierowcy w czarnym, matowym Range Roverze. Wpisuję nazwę lokalu w GPS, który odnajduje najszybszą drogę do tego miejsca. Wsuwam kluczyki do stacyjki, odpalając silnik samochodu. 

Justinie, nadchodzę z odsieczą... 

*** 

Przejeżdżam na wskazane przez ciemnego blondyna miejsce po czterdziestu pięciu minutach jazdy. Niestety pod budynkiem stoi już grupka paparazzi, którzy czyhają już na nowe "kąski", czyli niestety takie osoby jak ja. Przeklinając pod nosem, parkuję samochód tuż przy krawężniku obok klubu, gasząc silnik. Poprawiam swoją fryzurę oraz okulary na nosie, zanim nie opuszczam pojazdu z obniżonym podbródkiem. Paparazzi od razu zaczynają wykonywać swoją robotę, na szczęście nie krzycząc jak to mają w zwyczaju. 

Dochodzę do wnętrza budynku w świetle lamp błyskowych, chroniąc się za masywnymi drzwiami. Niestety, dalsze ruchy nie są możliwe przez dwóch, masywnych ochroniarzy, którzy patrzą na mnie od góry z powagą wymalowaną na ich kamiennych twarzach. 

-A panienka do kogo?-pyta jeden z nich, dokładnie skanując moje ciało od czubka głowy do czubków butów swoim palącym spojrzeniem. 

-Przyszłam po mojego kolegę, Justina Biebera-odpowiadam mu z pewnością siebie, prostując się niczym struna w gitarze, aby nie ukazać ani grama stresu przed nimi. 

Mężczyźni wymieniają się jednoznacznym spojrzeniem, świadczącym o tym, iż nie ufają mi. Wzdycham pod nosem, zdejmując z nosa okulary, na co od razu przybierają odmienny wyraz twarzy. 

-Panienka Grande, przepraszamy za naszą nieufność, wiele psychofanek już próbowało się tu wkraść!-tłumaczą się, na co unoszę kąciki warg ku górze w pewnym siebie uśmiechu. 

-Możecie znaleźć tego chłopaka i przyprowadzić go do mnie?-proszę ich, na co jeden od razu rusza w głąb imprezy w poszukiwaniu tego drobnego pijaka. 

Rozpoczynam rozmowę z drugim ochroniarzem, który informuje mnie, iż jest to impreza prywatna Seleny Gomez, która zorganizowała ją z powodu ukończenia nowego albumu. Zdziwiłam się, ponieważ Justin nigdy nie pałał do niej sympatią, a tu nagle przychodzi na jej imprezę, aby mogli świętować ukończenie jej albumu. Zapewne była to sprawka Andrew, skąd w końcu Justin mógł znać światową gwiazdę dzień czy dwa po przeprowadzce do Kalifornii. 

-Ariana!-jego pijacki krzyk sprawia, iż wybudzam się ze snu na jawie, patrząc w jego kierunku. Ledwo utrzymuje się na samo uginających się pod nim nogami, a w chodzeniu pomaga mu ochroniarz. 

-Proszę na niego uważać, jest lekko agresywny-ostrzega mężczyzna o rozbudowanej posturze, na co Justin od razu spogląda na niego ze złowrogim wyrazem twarzy. 

-Zamknij się wielki kutafonie albo dam Ci w ten tłusty polik-warczy niczym pięcioletni chłopczyk, który jest obrażony na swoją mamę, która nie chce kupić mu kolejnego samochodzika do kolekcji. 

-Dam sobie z nim radę-cicho wzdycham, podchodząc do nich, aby przejąć ramię Justina na swój bark. Kolana samoistnie uginają się, gdy ledwo trzymający się na nogach, młody mężczyzna składa na moich barkach większość swojego ciężaru. 

Dziękuję ochroniarzom za pomoc, nasuwając na nos Justina swoje okulary, aby chronić go choć odrobinę przed blaskiem fleszy na zewnątrz. Nie musi mieć w końcu zniszczonego życia po jednej z imprez. Gdy tylko otwieram drzwi od klubu, flesze zaczynają atakować nas z każdej strony, a paparazzi znacznie ożywają, zaczynając wołać pytania o to kim jest Justin, kim on dla mnie jest i czy to mój kochanek. Oczywiście nie odpowiadam na żadne z tych pytań, starając się przyspieszyć kroku w stronę samochodu, lecz plączące się ze sobą nogi Biebera nie ułatwiają wcale tego zadania. 

Pomagam mu usiąść na tylnych fotelach w moim samochodzie, lecz on niemal od razu pokłada się na całej jej długości, na co wzdycham ze zmęczenia, zostawiając go już w takowej pozycji. Zamykam z cichym trzaskiem drzwi, podchodząc jak najszybciej do drzwi od strony kierowcy. Pytania lecą z każdej strony, podobnie jak błyski fleszy, lecz staram się ignorować obydwie te rzeczy, co wychodzi mi zaskakująco dobrze. Zajmuję pośpiesznie miejsce za kierownicą, wzdychając pod nosem z ulgą, iż w końcu znajduję się w bezpiecznym miejscu, oddzielona od nich. 

Odwracam twarz w stronę swojego pijanego, byłego chłopaka, zastając go z zamkniętymi oczami oraz lekko rozchylonymi wargami, przez które wypuszcza równomierne oddechy. Chwilę przypatruję się jego zaskakująco zmienionej twarzy pomimo krótkiego okresu czasu jaki go nie widziałam. Na pewno chudszej, z zapadniętymi policzkami oraz lekkimi sińcami pod oczami. Zamykam szczelnie oczy, nie chcąc na to patrzeć. 

-I co ja mam z Tobą zrobić?-pytam szeptem, wzdychając pod koniec wypowiedzi...
~*~
Dziękuję za ponad 1K wyświetleń mniej niż w miesiąc! :)
10 komentarzy- następny rozdział! Wierzę, że dacie radę! :D
Czytasz- komentujesz- motywujesz!
Podoba się? Poleć znajomemu! ;)

sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 2.

Czytasz- komentujesz- motywujesz!
Podoba Ci się? Poleć znajomym! :)
~*~
Justin's POV 

Tak jak przypuszczałem, Andrew zaczął krzyczeć na mnie, że w końcu miałem tu o niej zapomnieć, dać sobie spokój, zacząć nowe życie, lecz gdy wytłumaczyłem mu, że tak naprawdę to nie chcę żadnej z tych rzeczy, chcę tylko i wyłącznie jej przy swoim boku, ponieważ o pierwszej, prawdziwej miłości nie da rady praktycznie zapomnieć, zrozumiał to i zgodził się, abym został jego asystentem. Po raz kolejny ratuje mnie z opresji. Chyba powinienem zabrać go na porządną imprezę, oczywiście za którą ja postawię. 

Mieliśmy zacząć pracę z Arianą od następnego dnia i miała być to okładka promocyjnego singla z pierwszej płyty mojej byłej dziewczyny. Ariana często wspominała o swoich marzeniach związanych z wielką sławą, lecz wszyscy braliśmy to jako żart z jej strony. Była to też najczęstsza przyczyna naszych kłótni oraz jeden z większych powodów rozstania. Oczywiście, wspierałem ją, gdy brała udział w licznych konkursach, lecz byłem przeciwny temu, aby wiązała swą przyszłość ze śpiewem. Bałem się, że wtedy znajdzie mężczyznę na swoim poziomie- bogatego, przystojnego, z nienaganną budową ciała oraz willą za cały mój majątek życiowy. Ale ona jak zwykle musiała postawić na swoim. I wyjechała. Wyjechała od tak, bez jakiegokolwiek słowa wytłumaczenia czy pożegnania. 

Wieczorem, gdy Andrew poszedł spać do swojej sypialni, postanowiłem wykorzystać prezent od niego i użyć laptopa, którego podarował mi na miły start w nowym miejscu. Na szczęście laptop nie ma żadnego zabezpieczenia i mogę go normalnie używać. Wchodzę w wyszukiwarkę, wpisując proste hasło "Ariana Grande". Czekam zaledwie parę sekund aż na ekranie przenośnego komputera pojawiają się artykuły z nią powiązane oraz galeria zdjęć. Moja szczęka lekko opada, gdy widzę jej aktualny wizerunek. Jest znacznie piękniejsza niż ją zapamiętałem. 

"Ariana Grande! Nowe odkrycie Jennifer Merlino! Czy przyniesie ona zamierzony przez managerkę sukces?!", "Zjawiskowa Ariana Grande podbija serca milionów osób na tym świecie! Lecz kim tak naprawdę jest wschodząca gwiazda?!", "Ariana Grande zauważona na ulicach Kalifornii wraz ze swoim chłopakiem, Ricky'm Alvarezem! Para nie opuszcza się na krok!" 

Ostatni tytuł artykułu sprawia, iż moja szczęka mimowolnie mocno się zaciska. Klikam na wytłuszczony tytuł, dzięki czemu przenosi mnie na stronę plotkarską. Na samej górze artykułu zamieszczone jest ich wspólne zdjęcie, gdzie obydwoje idą ze spuszczonymi głowami, a ich dłonie są ze sobą mocno ściśnięte. Czytam uważnie artykuł dotyczący ich dwójki, dowiadując się co nieco na jego temat. Pierwsza rzecz to to, iż jest jej tancerzem. Chodzą ze sobą już jakiś czas, a nawet niedawno on się do niej wprowadził. Podobno są ze sobą szczerze szczęśliwi. Nie, to nie na moje nerwy. 

Zamykam stronę plotkarską, zbyt pochopnie trzaskając klapą od laptopa. Niewytłumaczona złość zbiera się w moim ciele, gdy siedzę lekko zgarbiony, patrząc tępo w jeden punkt, który znajduje się przy przeciwległej stronie łóżka. Muszę uświadomić jej co straciła. Muszę pokazać jak bardzo za mną tęskni... 

*** 
 
Ariana's POV 

Wchodzę do siedziby należącej do Andrew, kończąc pisać wiadomość do mojego chłopaka, pisząc w niej, że napiszę, gdy sesja się skończy i wtedy ustalimy co będziemy jeść na kolację. 

-Ariana!-słyszę nawoływanie mojego imienia, dlatego szybko unoszę swój wzrok w tamto miejsce, zauważając swoją panią manager stojącą w progu któregoś z kolei pomieszczenia, która pośpiesza mnie gestem dłoni. 

Biegnę truchtem najszybciej na ile pozwalają mi moje czternastu centymetrowe szpilki, co naprawdę nie jest wygodne ani bezpieczne. Na szczęście docieram pod drzwi garderoby bez zwichniętej czy złamanej nogi ani innej kończyny, mamrocząc ciche przeprosiny na pięciominutowe spóźnienie. W środku czekają już na mnie kosmetyczka oraz fryzjerka, która ma pomóc mi w dokładnym założeniu peruki z prawdziwych włosów, w kolorze podobnym do Malfoya z Harrego Pottera. 

Zajmuję miejsce na krzesełku przed dobrze oświetloną toaletką, gdzie od razu zajmuje się mną kosmetyczka, dobierając odpowiedni podkład do odcieniu mojej skóry. W międzyczasie moja manager przedstawia mi plan dzisiejszego dnia, na co wyłącznie potakuję, tak naprawdę nie wsłuchując się w jej mowę. Reaguję dopiero wtedy, gdy życzy owocnej pracy kosmetyczce oraz fryzjerce i opuszcza moją garderobę, na co cicho wzdycham z ulgą. Nie uchodzi to uwadze dwóch kobiet, które cicho chichoczą z mojej reakcji, lecz nic nie komentują, ale to chyba dobrze... 

*** 

Ubrana w ołówkową spódniczkę w kolorze waty cukrowej od Coco Chanel, marynarkę do kompletu, ozdobiony koronką biustonosz oraz beżowe, lakierkowe obcasy opuszczam swoją garderobę, rozglądając za oznakami kogokolwiek w tym wielkim budynku. Na szczęście, gdzieś z głębi, słyszę czyjeś rozmowy, więc kieruję się w tamtą stronę, co chwilę poprawiając pół kucyka z peruki, co stało się moim znakiem rozpoznawczym. Zawsze to robiłam, gdy odczuwałam stres i nadal mi to pozostało. 

Gdy dochodzę do wielkiej hali, która została mocno oświetlona, zastaję w niej znacznie większą ilość ludzi niż bym przypuszczała. Po co do jednej sesji aż tyle ludzi? Zauważam moją manager, która rozmawia z dwoma mężczyznami, którzy stoją do mnie tyłem. Jednego rozpoznaję od razu, jest to Andrew, lecz drugiego nie rozpoznaję w ogóle. Ma charakterystyczne krótkie, bardzo chude nogi opięte przez czarne, materiałowe spodnie. Przypominają mi nogi... Nie Ariana, nie myśl o nim. Skup się na pracy! Wypuszczam wstrzymywane powietrze przez lekko uchylone wargi, powoli krocząc w ich kierunku na drżących nogach. To tylko zbieg okoliczności Ari, to na pewno nie jest on. To tylko przypadek... 

-Och Ariana, jesteś już!-woła z radością moja pani manager, gdy zauważa mnie między ramionami tych mężczyzn. Jak na zawołanie ich dwójka odwraca twarze w moim kierunku, przez co robi mi się słabo. To on. To naprawdę on... 

Justin's POV 

I oto jest! Moja mała księżniczka we własnej osobie! W końcu jest w moim wzroście za sprawą tych zabójczo wysokich obcasów. Wygląda zupełnie inaczej niż ją zapamiętałem. Ma już większą ilość ciała, choć nadal jest bardzo chuda. Jej twarz pokrywa duża warstwa makijażu, a cera została potraktowana solarium albo samoopalaczem. Mocno kontrastuje to z bielą jej włosów, lecz może to tylko takie pierwsze wrażenie. Pomimo tych wielu zmian, nadal jest tak samo piękną Arianą jaką mam w pamięci... Tylko bardziej kobiecą. 

-Ariana, to Andrew, którego już znasz oraz Justin, jego asystent-przedstawia nas Jennifer, na co lekko spłoszona Ariana potakuje. 

-Miło Cię poznać Ariana-mówię nonszalancko, nie spuszczając wzroku z jej dużych, niemal czarnych oczu. 

Wyciągam w jej stronę dłoń, unosząc wyzywająco brew, gdy nawet nie zauważa tego gestu, lecz dokładnie skanuje moją twarz swoimi oczami, mając przy tym lekko rozchylone wargi. Nie urywam, ja również się zmieniłem od tamtego czasu i chyba to się jej spodobało. Nagle spuszcza wzrok, zauważając tym samym moją nadal wyciągniętą w jej stronę dłoń. Niepewnie za nią chwyta, na co pochylam się, całując jej wierzch, nie spuszczając jej twarzy z wzroku. Na jej policzkach mogę ujrzeć przebijającą się przez makijaż czerwień od dorodnych rumieńców. 

-To co, bierzemy się do pracy?-tę chwilę przerywa jej managerka, klaszcząc przy tym w dłonie. 

Prostuję się, delikatnie puszczając jej dłoń, poprawiając dla pewności grzywkę. Już jest moja. Już jej nie opuszczę... 

Ariana's POV 

-Ariana skup się!-upomina Jennifer, gdy po raz kolejny zagłębiam się w wspomnieniach, a wybudza mnie z tego dopiero blask flesza. 

-Przepraszam-mamroczę skruszonym głosem, od razu wykonując inną pozę. 

Trudno jest się skupić, gdy jest się niemal nagim, dookoła Ciebie jest multum ludzi, w tym Twój były, który jak na złość ani na sekundę nie spuszcza wzroku z Twojego ciała, jakby było co najmniej eksponatem w muzeum. Dawaj Ariana, weź się w garść i pokaż mu co stracił! Tak, tak zrobię, w końcu nie po to tyle się starałam, aby teraz wrócić do punktu wyjścia! Z tą myślą zaczynam pozować bardziej odważnie, czując przypływ kobiecości oraz pewności siebie. Pochwały, które kierują do mnie ludzie tutaj zebrani, jedynie podsycają mój apetyt na więcej i więcej. 

-Okej, mamy to!-oznajmia Andrew, na co wszyscy zaczynają bić brawo z wyraźnym zadowoleniem. 

Również zaczynam bić brawo, wiwatując oraz mimowolnie spoglądając w stronę Biebera, który stoi z założonymi na piersi ramionami oraz tym przebiegłym, pewnym siebie uśmiechem, po prostu patrząc na mnie. Dziękuję wszystkim głośno za współpracę, chcąc jak najszybciej trafić do swojej garderoby, gdzie przebiorę się w swoje ubrania i ucieknę z powrotem do domu, gdzie czeka już na mnie mój chłopak. Tak, taki właśnie jest plan. Ale jak zwykle wszystko musi iść nie po mojej myśli... 

-Ariana, poczekaj!-jego wołanie za moimi plecami sprawia, że wyłącznie przyśpieszam kroku, choć jest to trudne w tak wysokich butach. 

Gdy zamierzam zamknąć mu drzwi od mojej garderoby przed nosem, on niespodziewanie stawia swoją stopę w szczelinie, uniemożliwiając mi ten ruch. Wzdycham z irytacją, aby mógł mnie usłyszeć, przed poddaniem się i odejściem wgłąb garderoby. Słyszę, że wchodzi do środka, zamykając za sobą drzwi na zamek. Udaję, że jego obecność nie obchodzi mnie, zajmując się tym, co wcześniej sobie ustaliłam- czyli przygotowaniem się do wyjścia. 

-Nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać?-pyta retorycznie, podczas gdy zgarniam swoje ubrania w całość. 

-Nie widzę sensu ani potrzeby do rozmowy z Tobą, więc żegnam-stawiam sprawę twardo, lecz prawdziwie. 

-Właśnie jest o czym rozmawiać, więc nie udawaj do cholery Ariana-mówi spiętym tonem głosu, zapewne powstrzymując się od krzyku. 

-Ja nie odczuwam takiej potrzeby-po raz pierwszy od jego wejścia tutaj odwracam się przodem do niego, patrząc mu głęboko w oczy. Mówią, iż oczy są odzwierciedleniem duszy i coś musi w tym być, skoro tak łatwo widzę w nich emocje władające jego ciałem. 

-Ale ja odczuwam, więc porozmawiaj ze mną!-wybucha, wyrzucając ramiona ku górze. 

-Przecież cały czas rozmawiamy-odpowiadam ze spokojem, na co warczy ze złości, zamykając powieki oraz coraz szybciej oddychając. 

-Dlaczego?-pyta po chwili niezręcznej ciszy. Jego głos jest diametralnie zmieniony. Nie ma już w nim śladu po złości. Jest przepełniony żalem.-Dlaczego wtedy odeszłaś? I to bez pożegnania?-precyzuje swoje pytanie, opadając na skórzaną kanapę stojącą przy ścianie. 

Przełykam z trudem ślinę, zamykając szczelnie oczy. Właśnie tego chciałam uniknąć. Odpowiedzi. Wyrzutów sumienia. Odpowiedzialności za to co zrobiłam. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie do dzisiejszego dnia. Moja ucieczka była czystym impulsem, niczym nie wytłumaczona. Więc mam mu to powiedzieć? Że ja sama nie wiem dlaczego to zrobiłam? 

-Justin...-wzdycham jego imię, rzucając się na kanapę tuż obok niego. Nieświadomie kładę dłoń na jego kolanie, delikatnie je ściskając. Unosi wzrok na moją twarz. Smutek wypisany na jego twarzy coraz bardziej udziela się również mi.-Ja... Ja sama nie znam odpowiedzi na to pytanie-mówię zgodnie z prawdą, uśmiechając się do niego smutno. 

-Było Ci ze mną źle? Czułaś się niekochana? Zaniedbana?-wypytuje, a łzy zaczynają formować się na powierzchni jego oczu. 

Nie wytrzymuję. To impuls. Chwilę później przytulam Justina do swojej piersi, powoli gładząc jego miękkie włosy. Opieram się o tył kanapy, opierając podbródek na czubku jego głowy. Czuję jak pojedyncze łzy spływają w dół mojego dekoltu. Obejmuje moją talię swoimi znacznie bardziej rozbudowanymi ramionami. Gdy go przytulam nie czuję tego co kiedyś. Nie ma ścisku żołądka. Nie ma drżących dłoni. Nie ma miłości. Czuję się za to jak narkoman. Jak narkoman, który po wielu tygodniach odwyku w końcu może zapalić marihuanę czy tam wciągnąć amfetaminę. Ja jestem narkomanką, a on moim najsilniejszym narkotykiem... 

-Czułam się idealnie-przyznaję szeptem, zamykając powieki, spod których uciekają dwie dorodne łzy.-Mogłam poczuć się sobą, prawdziwa sobą-na samo wspomnienie o najgorszym okresie w moim życiu robi mi się niedobrze. 

Zaczęło się to, gdy coraz częściej słyszałam komentarze typu "Ona nie powinna ubierać tak obcisłych ubrań, cały tłuszcz jej widać". Wtedy zaczęłam szukać sposobów na szybkie zrzucenie kilogramów w internecie i przypadkowo trafiłam na stronę gdzie swoje historie opisywały osoby chore na anoreksję i bulimię. Zafascynowałam się tym jak szybko udało im się zrzucić zbędny nadmiar kilogramów i sama postanowiłam spróbować. Na samym początku głodowałam się, spożywając zaledwie wodę, co przyniosło wymarzony efekt, lecz na krótko. Później widziałam w lustrze tylko i wyłącznie grubą świnię, na którą nie zadziałała ta "dieta cud". Zaczęłam wtedy jeść wszystko co miałam pod ręką, a następnie zwracać to w formie wymiotów. Nie uważałam tego za złe, chociaż według mnie nadal nie przynosiło to żadnych efektów. Skończyło się to na wykryciu obydwu chorób, krótkim pobycie w zakładzie psychiatrycznym, wystających kościach, rzadkich włosach oraz mianowaniu na "chorą świruskę". 

Teraz rozumiem jak łatwo popaść w jedną z takich chorób, a jak trudno się z niej wyleczyć. Oczywiście, miewam nadal myśli związane z dalszym głodzeniem się czy wymuszaniem wymiotów, lecz wtedy szybko zastępuję je czymś przyjemnym jak nauczono mnie w szpitalu. Zostałam weganką, uprawiam dużo sportu, ogólnie preferuję zdrowy tryb życia, do którego dostosowałam już swoich bliskich. Moja waga nadal się zmienia, lecz nie tak diametralnie jak niegdyś. Sprawę włosów załatwiam za sprawą doczepianych włosów i wszystko niemal wróciło do normy. 

-Po prostu potrzebowałam zmiany-mówię szeptem, gdy głębiej zastanawiam się nad wydarzeniami z przeszłości.-W Kanadzie, z tymi wszystkimi ludźmi nie było to możliwe. Tutaj nikt mnie nie znał i do tego mogłam zacząć robić to co kocham. Tak, to jest chyba odpowiedź na Twoje pytanie. 

-Nadal nie rozumiem dlaczego nawet się nie pożegnałaś, nie dałaś jakiegokolwiek znaku...-stwierdza zmieszany, odsuwając twarz od mojego dekoltu. 

-Żeby nie musieć tego robić-wyznaję, kładąc lewą dłoń na jego delikatnym, niemal dziecięcym w dotyku policzku. 

-Czego?-pyta zmieszany, marszcząc swoje ciemne, gęste brwi. 

-Żegnać się-odpowiadam ze smutnym uśmiechem, kciukiem jeżdżąc po jego skórze.-Żeby nie cierpieć. Żeby inni nie cierpieli. Żeby to było po prostu zwykłym zakończeniem kolejnego rozdziału...
~*~
Witam Was z drugim rozdziałem! I jak Wam się on podoba? ;) Krótkie streszczenie historii wcześniejszego życia Ariany oraz ich pierwsze spotkanie! Mam nadzieję, że spodobał Wam się! :)
Czytasz- komentujesz- motywujesz!
Podoba się? Poleć znajomym! :)
Ps. Wyjeżdżam jutro na tydzień do Berlina, więc rozdział pojawi się dopiero po moim powrocie! :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 1.

Czytasz- komentujesz- motywujesz!
Podoba się? :) Poleć znajomym!
~*~
Justin's POV 

"Pasażerowie lotu A132 z Toronto, Kanada do Los Angeles, Kalifornia proszeni są o udanie się do bramek numer 38 i 39, dziękuję.

Wzdycham smutno, gdy głos pracownicy lotniska urywa się, a moi towarzysze dzisiejszego lotu powoli zbierają się do wyznaczonego przez nią miejsca. 

Wylot do Kalifornii jest wspólnym pomysłem, moim i mojej rodziny, odkąd wszystko w rodzimym mieście zaczęło przypominać mi . Mój przyjaciel, Andrew, który zamieszkuje Los Angeles już od jakiegoś czasu, zaproponował mi przygarnięcie pod swój dach, na co, po omówieniu szczegółów z rodzicami, zgodziłem się. Andrew zawsze starał się, żeby było mi jak najlepiej, za co jestem mu wdzięczny z całego serca i ma on u mnie dług wdzięczności do końca życia. Bez niego nie wiem jak dłużej wytrzymałbym w tym przeklętym Toronto... 

Moja kolej na ukazanie dokumentu oraz biletu na dzisiejszy dzień nadeszła szybciej niż przypuszczałem, a już po chwili kulturalna pracownica w swoim służbowym stroju grzecznie przepuściła mnie dalej, wprost do szybu, który prowadzi prosto do latającej maszyny. 

I nagle do mojego mózgu dotarły wszelkie możliwe obawy i argumenty przeciwko wejściu do wnętrza samolotu. Co jeśli to wcale nie jest taki dobry pomysł? Co jeśli tak naprawdę nie chcę o niej zapomnieć, jest to po prostu nacisk moich bliskich? Nie. Ja nie chcę zapomnieć. Ja muszę zapomnieć...

***

Po pięciu godzinnym locie w końcu trafiliśmy na LAX, gdzie już powinien czekać Andrew. Pomimo tak długiego lotu w towarzystwie wielu płaczących dzieci, krzyczących mam i tatusiów zboczeńców, którzy nie potrafili opędzić się od alkoholu serwowanego przez szczupłe, całkiem ładne stewardessy, to muszę przyznać, że nadal jestem odrobinę podekscytowany nowym rozdziałem, który ma się tu rozpocząć. 

Po odnalezieniu swojej walizki pośród wielu takich samych, w końcu mogę wyjść na powitanie ze swoim starym kumplem. Na szczęście mało co się zmienił od naszego ostatniego spotkania i bez problemu odnajduję go tuż nieopodal szklanych, rozsuwanych na boki drzwi automatycznych. Uśmiechamy się do siebie szeroko już z daleka. 

-Tak dawno się nie widzieliśmy, co, młody?!-pyta podekscytowanym głosem, klepiąc moje plecy z głośnym hukiem podczas naszego męskiego uścisku powitalnego. 

-No trochę minęło-wzdycham z trudem, uśmiechając się smutno na wspomnienia związane z rodzimą Kanadą i nią w roli głównej.-Dzięki za przygarnięcie mnie-dodaję niemal natychmiast, starając się uśmiechnąć jak najbardziej szczerze. 

-Żaden problem, wszystko dla starego kumpla-mówi z szerokim bananem na twarzy, który ukazuje jego śnieżnobiały uśmiech.-To co, gotowy na nowy rozdział w życiu?-pyta, a jego ramię pada na moje, gdy kierujemy się na świeże, kalifornijskie, duszne powietrze. 

Dobre pytanie. Czy jestem gotowy na nadchodzące zmiany w moim życiu? Czy uda mi się zapomnieć o wszystkim co pozostało w Kanadzie? Czy zdołam zapomnieć o niej?

-Wiesz co stary?-pytam retorycznie.-Tak, jestem gotowy... 

*** 

Ariana's POV 

Budzę się, gdy na moim policzku odczuwam delikatne, mokre pocałunki, dzięki którym od razu szeroko się uśmiecham, zdradzając, iż już nie śpię. Są one składane przez mojego obecnego chłopaka, Rickiego, z którym jestem w sumie od niedawna. 

-Wiem, że nie śpisz mały śpiochu-naśmiewa się ze mnie, cały czas całując mój policzek swoimi coraz to bardziej suchymi wargami. Chichoczę na jego słowa, w jednej sekundzie otwierając oczy, aby ujrzeć jego radosną twarz tuż naprzeciw mojej. 

Mój i Rickiego związek rozpoczął się na przesłuchaniu. Jako początkująca gwiazda, która odnalazła swojego managera, podjęłam razem z nim decyzję o odbyciu castingu, aby znaleźć tancerzy na najbliższe eventy. I tak oto nadszedł Ricky - najlepszy tancerz w całej grupie. Od razu wzbudził u mnie pozytywne emocje, może nawet małe zauroczenie jego wyglądem. A gdy tylko wymieniłam z nim parę zdań, zdobył moje serce doszczętnie, każdą jego cząsteczkę. Albo po prostu chciałam, aby tak było... Po bardzo krótkim czasie zapytał mnie o zostanie parą i tak oto żyjemy do dziś, razem, pod jednym dachem, w ustronnej części Beverly Hills, poznając się każdego dnia i pogłębiając swoje uczucia względem siebie. 

-Wczorajsza noc była wspaniała-szepcze tuż w płatek mojego ucha, na co diametralnie staję się rumiana na twarzy, wspominając naszą wspólną, ostatnią noc. Cóż, muszę przyznać mu rację, ta noc była nieziemska.-Co powiesz na jej kontynuację?-pyta, zaczynając swoimi pulchnymi wargami całować skrawek po skrawku na boku mojej szyi. 

Odprężam się pod jego dotykiem, niemal godząc się na jego propozycje, lecz w ostatniej chwili przypomina mi się podobno ważne spotkanie, na które wezwała mnie pani manager. Z niechęcią odsuwam jego twarz od swojej szyi, w dłoniach trzymając kłujące od zarostu policzki, patrząc mu głęboko w oczy. 

-Jestem umówiona Ricky-przyznaję mu, na co wzdycha ciężko, opadając swoim ciężarem na moje o wiele bardziej lekkie ciało. 

-Po raz, kurwa, kolejny... 

*** 

Justin's POV 

-Wow, stary, nieźle się tu urządziłeś-gwiżdżę z podziwem, gdy wchodzimy do wnętrza apartamentowca Andrew w centrum Downtown. 

Wszystko komponuje się ze sobą, utrzymując się w odcieniach brązu oraz beżu. Panuje tutaj idealny porządek, wszystko ma swoje miejsce, każde lustro lśni, podobnie jak podłoga, po której nawet boję się chodzić, aby nie pobrudzić jej swoimi lekko już znoszonymi Adidasami. Tak, to zdecydowanie nowe życie. Nowe, lepsze życie. 

-Paręnaście tysięcy w to poszło, ale opłacało się-stwierdza niewzruszony, zdejmując niedbale swoje eleganckie, granatowe buty, które następnie kopie pod ścianę, nie przejmując się ich nierównym położeniem.-Nie przejmuj się, sprzątaczka przychodzi co drugi dzień-oznajmia, kiedy staranniej od niego pozbywam się obuwia, kładąc je równo pod ścianą. Trzeba szanować pracę tej biednej kobiety.-Chcesz coś do picia? Piwo? Whisky? Wódka?-pyta zapewne z kuchni, gdy staram się go odnaleźć w tym jakże obszernym mieszkaniu. Na szczęście nie trwa to wieki jak przypuszczałem i chwilę później również znajduję się w kuchni, która wygląda jak nowa, nieużywana. 

-Poproszę sok, jeżeli masz-odpowiadam grzecznie, nie wyobrażając sobie pić o tak wczesnej porze. 

Przyjaciel spogląda na mnie przez ramię, patrząc na mnie jakbym urwał się z choinki czy przybył z innej planety, w międzyczasie wyjmując karton soku winogronowego, zamykając cicho ciemno srebrną lodówkę. Ignorując jego wzrok na mojej osobie, rozglądam się po wnętrzu kuchni, nie mogąc w dalszym ciągu uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, że naprawdę tu jestem, aby odrodzić się. Moje przemyślenia przerywa stawiana przede mną szklanka pełna fioletowej cieczy. Dziękuję mu pod nosem, biorąc mały łyk zimnego napoju, który mrozi moje zęby. W tej samej chwili do mojego przyjaciela przychodzi wiadomość SMS. Wyjmuje swojego, dużego jak cała moja dłoń, iPhone'a, szybko coś na nim wpisując. Przeklina pod nosem po odczytaniu treści wiadomości. 

-Na śmierć zapomniałem-uderza otwartą dłonią w czoło, zamykając szczelnie oczy. Marszczę w niezrozumieniu brwi na jego zachowanie.-Jestem dziś umówiony na jakieś spotkanie z początkującą gwiazdeczką w sprawie jakiejś sesji-tłumaczy, na co mruczę pod nosem ciche 'aaa'. 

-Więc na nie idź. Jestem dużym chłopcem-wzruszam lekko ramionami, udając niewzruszonego, chociaż w środku nie chcę zostawać tutaj sam, zaledwie jakąś godzinę po locie. 

-Jesteś pewny? Zawsze mogę to przełożyć... 

-Jasne, możesz iść, dam sobie radę. Nie chcę, żeby praca uciekła Ci sprzed nosa-mówię jak najbardziej pewnie, w drugim zdaniu nie kłamiąc. Naprawdę nie chcę, aby taka okazja przeleciała mu obok nosa.-Może będzie seksowna-uśmiecham się łobuzersko, na co zaczyna się śmiać, przybijając mi piątkę. 

-Oby stary, oby-mówi, nadal się śmiejąc. Ale i tak nikt nie będzie tak samo seksowny jak moja Ariana... 

*** 

Ariana's POV 

-No i gdzie on do cholery jest?-mamrocze do siebie pod nosem Jennifer, stukając swoimi żelowymi paznokciami o blat dębowego biurka. 

Przewracam niewidocznie dla niej oczami, w dalszym ciągu nie zdejmując wzroku z ekranu mojego najnowszego telefonu służbowego, którym obdarowała mnie pani manager. Kazała mi go używać do wykonywania służbowych połączeń, dodawania czegokolwiek na portale społecznościowe, a w skrajnych przypadkach nawet do zapisywania tekstów piosenek, ale to naprawdę bardzo skrajnych. Gdyby nie daj Bóg ktoś skradł go czy bym go zgubiła... Aktualnie jestem w trakcie czytania Tweet'ów dodanych na mój temat, co jest bardzo miłe, ponieważ większość z nich jest pozytywna. Oczywiście, są osoby, które nie przepadają za moją osobą, lecz to właśnie one dają mi kopa do dalszego działania i pokazania im jak bardzo się mylą. 

-Panno Merlino, pan Andrew Gahan zjawił się-słysząc to nazwisko, szeroko otwieram powieki, z wszystkich sił starając się, aby szczęka nie poszła w ich ślady. Cholera, może to tylko zbieg okoliczności? Błagam, niech to będzie zbieg okoliczności! 

-Niech wejdzie-macha lekceważąco dłonią moja managerka, na co jej asystentka potulnie przytakuje, zapraszając fotografa do środka. 

-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie, korki, rozumie...-urywa tak dobrze znany mi głos, gdy znając życie spostrzega kim jestem.-Ariana? Co Ty tutaj robisz?-pyta zaskoczony moją obecnością, tak samo jak ja jestem zaskoczona jego obecnością. 

-Znacie się?-pyta zdezorientowana Jennifer, gdy w dalszym ciągu nie odpowiadam na zadane przez dawnego znajomego pytanie. 

-T-tak, kiedyś spędzaliśmy dużo czasu razem-odpowiada za naszą dwójkę Andrew, najbliższy przyjaciel... jego

Nie po to wyjeżdżałam z Kanady, aby teraz spotykać dawnych znajomych na okrągło! Chciałam zapomnienia, chwili odskoczni, być może zdobycia sławy! I udawało mi się do tego czasu i dalej by to trwało, gdyby nie on! Najlepszy przyjaciel mojego byłego chłopaka, którego pozotawiłam w Kanadzie! Czy Bóg aż tak mocno mnie nie lubi? Za jakie grzechy w ogóle to spotyka akurat mnie?! Za wszystkie szczerze przepraszam, tylko niech on magicznie zniknie! 

-Cóż, to chyba nawet i lepiej. Będziecie czuć się bardziej swobodnie w swoim towarzystwie na planie-mówi ucieszona, na co z przerażeniem przenoszę swój wzrok na nią. Chwila, jakim do cholery planie?! On ma grać ze mną w teledysku?!-Ariana, Andrew zajmie się sesją promującą Twój pierwszy singiel, sesją na okładkę płyty oraz do magazynu Billboard. Prawdopodobnie również zostanie przydzielone mu nakręcenie co najmniej trzech teledysków-tłumaczy manager, powodując palpitacje mojego biednego serca. Czy to są jakieś żarty?! Czemu to zawsze spotyka tylko i wyłącznie mnie?! 

*** 

Justin's POV 

-Justin!-przerażony krzyk Andrew roznosi się po całym apartamentowcu, gdy tylko przekracza jego próg.-Justin!-powtarza, nie dając mi ani chwili na jakąkolwiek odpowiedź. 

-W salonie!-krzyczę wyłącznie, a już po sekundzie wpada do pomieszczenia cały zdyszany, z kroplami potu na czole. Pochyla się delikatnie, układając dłonie na kolanach, z trudem łapiąc powietrze. 

-Spotkałem ją... Cholera, ja będę z nią pracował!-dyszy, patrząc z lekkim strachem w moje oczy, na co marszczę w niezrozumieniu brwi, a czoło idzie w ich ślady. 

-Andrew, mów jaśniej, w ogóle nie wiem o co Ci chodzi!-proszę go w dość rozkazujący sposób, na co bierze głęboki wdech. 

-Ariana. Widziałem ją. To ona jest tą gwiazdeczką. To dla niej będę pracował!-mówi na jednym wydechu, utrzymując kamienny wyraz twarzy. 

Gdybym w tym momencie stał, zapewne padłbym na tę kanapę jak słup. Gdyby moja szczęka nie miała zawiasów, zapewne leżałaby na podłodze, a oczy dawno wyleciałyby z orbit. To niemożliwe. To co on mówi nie może być prawdą. To tylko kiepski żart, tak?! Gdy przypatruję się jego twarz, nie zauważam ani grama rozbawienia, czysta powaga. Nie, nie, nie, to nie miało być tak! Miałem wyjechać, zapomnieć i żyć nowym życiem, z dala od jej tematu! A gdy wszystko zaczęło wyglądać dobrze, oczywiście musiało się zepsuć! 

-Żartujesz?-prycham, na co z powagą kręci głową na znak zaprzeczenia.-To musi być jakiś chory żart!-krzyczę, wstając z kanapy i podchodząc jak najbliżej niego.-To musi być żart!-powtarzam krzykiem, potrząsając jego ramionami, które diametralnie napina. 

-Nie żartuję Justin!-odkrzykuje w moją twarz, na co cały zastygam. Naprawdę nie kłamie. Naprawdę będzie z nią pracował. Będzie blisko mojej małej księżniczki. Tak cholernie blisko... 

Wtem do mojej głowy wpada myśl. Myśl bardzo przeciwna tej, z którą tu przyjechałem. Myśl, która nie zadowoli nikogo oprócz mnie. Ale czego nie robi się z miłości, prawda? 

-Muszę zostać Twoim asystentem-stwierdzam poważnie, na co parska niepohamowanym śmiechem, lecz przestaje, gdy zauważa dalszą powagę na mojej twarzy. 

-Co?!-pyta zaskoczony, pozostawiając lekko uchylone wargi. 

-Muszę zostać Twoim pomocnikiem. Muszę z powrotem mieć moją księżniczkę przy sobie. Muszę ją kurwa odzyskać...
~*~
Oto i pierwszy rozdział! Mam nadzieję, iż taka tematyka również się Wam spodoba :)
Jakie wrażenia po przeczytaniu? ;) To dopiero pierwszy rozdział, wiem, ale mam nadzieję, że wzbudził w Was chociaż małe zainteresowanie!
Czytasz? Skomentuj! Proszę, to dla mnie naprawdę ważne!
Podoba się? Poleć znajomym! :)